Metodologia i metodyka

Kultura materialna i jej rekonstrukcja to banalna sprawa. Bierzemy sobie jakieś znalezisko, wykonujemy jego replikę i voila, gotowe. Wystarczy sobie zebrać mniej więcej z jednego terenu przedmioty aby otrzymać gotowy zestaw. Tak myśli spora część środowiska odtwórców… otóż nic bardziej mylnego. Niestety, ale zagadnienie kultury materialnej samo w sobie jest już zagadnieniem skomplikowanym, a prawidłowa rekonstrukcja stawia na nas liczne pułapki.

Przede wszystkim pamiętać należy, że archeologia dostarcza nam jedynie niewielki wycinek minionej rzeczywistości. A my możemy się opierać jedynie na tym wycinku próbując przedstawić w miarę pełny i rzetelny obraz codzienności z przed tysiąca lat. Żeby było jeszcze trudniej nie wszystko jest jasne i oczywiste. Taki urok tej dziedziny nauki.

Ale próbować trzeba.

To o czym chciałem napisać wywołuje wiele kontrowersji w środowisku. Mianowicie mieszanie kultur, wzajemne wpływy i przenikanie. Wszystko jak najbardziej występowało jednak co zrobić by nie wpaść w „syndrom Birki” lub nie stać się kulturowym nonsensem? Trzeba spojrzeć inaczej na dawne społeczności (co już jest dużym kłopotem), koniecznie trzeba [b]odrzucić[/b] spojrzenie narodowe. Ludzie żyjący w czasach epoki wikińskiej nie znali pojęcia narodu, zaś państwa najczęściej można porównać do prywatnych rodzinnych interesów. Przynależność do społeczeństwa uzależniona była od wspólnych idei, norm społecznych i kultury materialnej. Najlepszym do tej pory porównaniem jakie udało mi się znaleźć są subkultury młodzieżowe.

Dlaczego najlepszym? Bo wymiana kultury materialnej między subkulturami zachodzi na podobnych zasadach jak między społeczeństwami z okolic X wieku.
Załóżmy dla przykładu trzy grupy, punków, metali i skateów. Dwie grupy dość podobne do siebie, jedna całkowicie odmienna jednak grupy te wciąż zachowują swoją odmienność stylu, nie mieszają elementów swoich kultur. Metal nie wpina sobie agrafek w ubrania, skate nie nosi ramoneski, a punk nie zakłada butów na płaskiej podeszwie do jazdy na desce i spodni z krokiem w kolanach. I nie robią tego ponieważ, nie są to elementy uznane za ich środowisko za „swoje”. Jednak jeżeli grupy będą na siebie oddziaływały przez jakiś czas może dojść do wymiany różnych elementów, jednak dopiero po zaakceptowaniu ich przez grupę i najczęściej z jednoczesnym przerobieniem elementu pod swój styl.

Tak też było dawniej. Społeczności nie przyjmowały elementów napływowych ad hoc. Jeżeli coś wchodziło w skład kultury materialnej z zewnątrz to wchodziło już na stałe jako „swoje”, nie „cudze”. Przykładem mogą być tu zapinki trójlistne u kobiet skandynawskich, które wywodzą się od rozdzielaczy rzemieni w rzędzie końskim. Nie zostały jednak przyjęte jako rozdzielacz rzemieni, przyjęto je w innym zastosowaniu i „swojej” stylistyce. To jest właśnie słowo kluczowe do zrozumienia jak bardzo ważna była kultura materialna. To dzięki niej pokazywało się swoją przynależność do „swoich”, a jako główna forma manifestacji przynależności kultura materialna musiała być względnie hermetyczna.

Tematyka jest jeszcze w miarę prosta przy regionach skandynawskich, gdzie w zasadzie nie mamy mieszanek kulturowych (ew. przemieszanie wewnątrzskandynawskich motywów) lub przynajmniej w mniejszym stopniu. Kocioł zaczyna się w bardziej ruchliwych miejscach, gdzie mieszało się kilka społeczności. Emporia handlowe, Ruś, Wyspy Brytyjskie… W tych miejscach obok siebie żyły zupełnie różne kultury. Jednak zachowywały swoją odrębność.

Co zatem w sytuacji gdy natrafiamy na jakieś przemieszanie kulturowe w zabytkach? Zamiast się cieszyć i ochoczo kopiować należy się zastanowić „dlaczego?”. Co się stało, co mogło spowodować przemieszanie się kultury materialnej? Dlaczego mamy szweda w słowiańskim pochówku, skąd brosze żółwiowe razem z kabłączkami skroniowymi i zausznicami? Warto nad tym pomyśleć, bo odpowiedź o ile uda się ją znaleźć może być sama w sobie ciekawsza od znaleziska i dać nam więcej informacji.

Konieczne jest jednak przy tym zachowanie obiektywizmu i krytycznego podejścia do swojego poziomu wiedzy. Nie można podejść rzetelnie do zagadnienia, jeżeli za wszelką cenę szukamy wikingów pod Opolem, albo na siłę próbujemy wsadzić 100% Słowian w Ruś X wieku. Zanim będziemy mogli zrobić coś dobrze musimy schować dumę w buty i pogodzić się z tym, że wciąż wiemy niewiele i musimy być po prostu ostrożni w sprawach merytorycznych.

I musimy określić dokładnie co robimy… Postawiono mi na forum pytanie, które tu dobrze będzie pasować:
Czy opowiadając o moim odtwórstwie słuszne jest żebym mówiła „odtwarzam Słowian Wschodnich(co jest szerokim pojęciem i nie używanym w żadnej kronice ) czy osobę ze społeczności rusińskiej , Rusi Kijowskiej -po prostu Rusinkę ?

Cóż… Można powiedzieć, że odtwarza się żołnierza amerykańskiego, ale czy to nam da automatycznie odpowiedź czy osoba zajmuje się Rangersami, Marines, lotnictwem czy marynarką. Nie da się zrobić „po prostu” żołnierza amerykańskiego.

To już będzie koniec rozważań…
Jaka rada? Odtwarzać to co jest pewne, a sprawy trudniejsze zostawiać badaczom i osobom z wystarczającym zasobem wiedzy.
No i pamiętać o obiektywizmie i krytyce samego siebie. Pokora nikomu nie zaszkodzi.

 

Zapisz

Zapisz